00:26

Wino. Leksykon

Wino. Leksykon

„Wino. Leksykon.”, to kolejna po „Winie dla Bystrzaków” elektroniczna książka o winie, którą miałem okazję przeczytać. E-book kupiłem w Empiku za 29,49zł, choć ten okazał się mniej przyjazny niż poprzedni, bo w cenie dostałem tylko plik pdf, którego już tak fajnie się nie czyta jak epub czy mobi.
        Autorką książki jest Marta Szydłowska, znana z kulinarnych publikacji nie tylko dotyczących wina. Wśród tematów napisanych przez nią książek zauważyłem szeroki przekrój potraw, od ciast i naleśników, poprzez wędliny i pasztety, aż po nalewki i zdrową żywność. Nie ukrywam, że automatycznie nastroiło mnie to bardziej na granie formą i lanie wody niż na nowe odkrycie w winiarskiej literaturze, ale skoro jest książka, jest po polsku i jest o winie – to czytam, tak jak postanowiłem.
        No właśnie, w formie było bardzo ładnie, klimatycznie i kobieco. „Wino. Leksykon.” to bardziej album z pięknymi zdjęciami, zabierający nas w podróż po winiarskim świecie, niż ambitny zbiór wiedzy i porad. Tekst, spięty w zaledwie kilka głównych części, to niejako dodatek do urokliwych fotografii i, patrząc objętościowo, zajął może jedną czwartą całości. Tym niemniej wśród dwustu czterdziestu stron znalazło się trochę nieźle napisanej treści – w sam raz na jeden zimowy wieczór.
        Zainteresowała mnie krótka lekcja historii w pierwszym rozdziale książki – pani Marta opisała dzieje naszego ulubionego trunku od najwcześniejszych wieków starożytnych, co we mnie, miłośniku historii, rozpaliło chęć poczytania o tym więcej. Dodatkowo, przy opisywaniu poszczególnych krajów pojawiały się ciekawostki z przeszłości. Gdyby ktoś mógł polecić książki dotyczące tylko i wyłącznie historii wina, to czekam niecierpliwie na tytuły. Dalsza, środkowa część, to już opis najważniejszych regionów winiarskich świata wraz ze sztandarowymi produktami. I to część najobszerniejsza, a zawarte tam informacje to klucz do tego, czym autorka chciała zainteresować czytelników. Pozostałe fragmenty książki to klasyczny zestaw porad odnośnie degustacji, doboru wina do potraw itp. Wszystko oczywiście otulone kołdrą dużych kolorowych fotografii, nadających wycieczce po „winnych” tematach wiarygodności i odpowiedniego klimatu. Przyznam, że tego trochę brakowało mi we wcześniejszych książkach, choć oczywiście zdjęcia to sprawa trzeciorzędna.

        Czas na podsumowanie, bo reszta niczym nie różniła się od informacji zawartych u innych autorów – tylko przedstawiono ją w mocnym skrócie. Dużym plusem okazały się piękne, klimatyczne obrazy, które przeniosły mnie wprost do krain, gdzie rosną najsłynniejsze winogrona, i świetnie zwizualizowały ten ogromny, fascynujący świat. Miłym zaskoczeniem były też – co prawda niewielkie – wzmianki o rzadko opisywanych w innych książkach krajach takich jak Czechy, Chorwacja, Rumunia, Słowenia, Cypr, Armenia, Turcja, Azerbejdżan, Algieria czy Maroko. Minusem był stosunek treści do ilości fotek. Ale ponieważ taki właśnie zamysł towarzyszył producentom Leksykonu – nie będę się czepiał. Żałuję tylko, że nie mam tej książki w wersji papierowej, bo to naprawdę świetna pozycja na prezent albo do postawienia w regale. Choć do poczytania na początek raczej bym jej nie polecał.

14:08

Wino dla Bystrzaków

Wino dla Bystrzaków
W którymś z odcinków videobloga 4senses.tv Jerzy Kruk wspominał o dobrych książkach na początek przygody z winem. Jedną z nich była: „Wino dla bystrzaków”, której nie udało mi się znaleźć w formie papierowej, ale za to w Empiku kupiłem e-booka za 34,49zł. W tym samym odcinku Jerzy polecał jeszcze dwie inne pozycje: „Wino – kurs wiedzy” oraz „Wino i jedzenie”, ale obu do dziś nie udało mi się nabyć (nie są dostępne na stronie Empiku, gdzie przekierowują linki z artykułu 4senses). Pewnie znalazłyby się jakieś pirackie kopie w necie, ale że sam piszę – szanuję pracę innych piszących osób i kupuję książki oryginalne lub pożyczam, do czego też wszystkich namawiam. Gdy znajdę powyższe tytuły, to przeczytam i wrzucę recenzje.
        Autorami „Wina dla bystrzaków” (ang. „Wine for Dummies” [czy dobrze mi się wydaje, że ta seria kiedyś miała tłumaczenie „dla Opornych”?]) są Ed McCarthy i Mary Ewing-Mulligan – amerykańskie małżeństwo, które na koncie ma wiele „winnych” publikacji z serii „for Dummies” (np. „French Wines for Dummies”, „Italian Wines for Dummies” itp.). Od dekad są w świecie wina autorytetami, coach’ami winiarskimi i publicystami. Trzeba przyznać, że ich wiedza i doświadczenie robią wrażenie – co da się wyczytać z e-booka. No właśnie, ja rzadko kupuję e-booki – zwykle zdarza mi się to, gdy nie mogę znaleźć papierowej wersji, a bardzo chcę mieć dany tytuł w kolekcji. Dlatego nie będę się wypowiadał odnośnie samej „e-bookowości” książki, a skoncentruję się na formie i treści zawartych w środku rozdziałów.
        „Wino dla bystrzaków” ma charakterystyczną żółtą okładkę, która od razu nasuwa skojarzenie z innymi pozycjami tej serii. Przyznam się, że nigdy nie darzyłem ich szczególną sympatią i zaufaniem – nie wiem czemu, bo też nic z tej serii wcześniej nie przeczytałem. W formie wewnętrznej WDB przypomina pierwszą opisywaną przeze mnie książkę, czyli „Wino, jak zostać znawcą”. Jest zbudowana jak szkolny podręcznik, gdzie kolejne części i rozdziały na zasadzie haseł odkrywają wiedzę z zakresu wina. Co jakiś czas pojawiają się ikonki takie jak „sprawy techniczne”, wskazówka”, „zapamiętaj”, czy „strzeż się snoba” – gdzie autorzy dodatkowo zwracają uwagę na godne zapamiętania rzeczy. Książka ma czterysta osiemnaście stron w wersji pdf (ponad pięćset dwadzieścia , gdy wyświetlam e-booka na tablecie), jest podzielona na dwadzieścia jeden rozdziałów, które z kolei są spięte w osiem dużych części. Krótko mówiąc: uczta dla czytelnika – tu, wierzcie mi, jest co poczytać. Mi ukończenie książki zajęło tydzień – to świadczy o naprawdę fajnym kawałku treści.
        A treść jest imponująca i myślę, że to właśnie tę książkę najbardziej poleciłbym osobom początkującym. Luźny, nieco zabawny styl pisania sprawił, że czytając, czułem się komfortowo. Autorzy świetnie wyczuwają, że wino może cieszyć nie tylko koneserów, ale i zwykłych zjadaczy chleba – na każdym kroku zdają się trzymać stronę tych drugich, piętnując snobizm niektórych ludzi. Bardzo zgrabnie i przystępnie prezentują każdy najdrobniejszy nawet szczegół związany z winiarskim bakcylem. Jedyne, co może przytłoczyć, to środkowe rozdziały opisujące regiony winiarskie świata wraz z polecanymi producentami. Jest tego taki ogrom, że w pewnym momencie po prostu omijałem listy i nazwy kolejnych właścicieli ziemskich, winiarni i koncernów, bo i tak na tym etapie nauki niewiele by mi to dało. Rzuca się w oczy też to, że pierwsze wydanie książki ujrzało światło dzienne dosyć dawno i pewne informacje nie są już aktualne (np. polecane roczniki win, zwłaszcza że dla wielu z nich dobry termin spożycia to kilka lat). Tym nie mniej, jest w książce zawarta wiedza, do której wielokrotnie można powracać w miarę rozwoju, a biorąc pod uwagę ilość polecanych winiarni i trunków, możemy być pewni, że autorzy wiedzą co piszą. Omówione jest też wszystko, co trzeba wiedzieć o szczepach winogron i szerokościach geograficznych, gdzie występują; otwieraniu, degustacjach i doborze butelek do jedzenia; kupowaniu wina w sklepach czy na aukcjach, przechowywaniu go w piwniczkach i zamawianiu w restauracjach; a także wiele wiele więcej...

        Książka jest obszerna, a sporo informacji powieliło się z tym, co przeczytałem wcześniej. Mnóstwo danych wlatywało do głowy tylko na chwilkę, by zaraz ulecieć w niepamięć (miejmy nadzieję, że po to, by przeczekać we właściwych szufladach do czasu, gdy będę ich potrzebował). Wszystko, co przeczytałem powtórnie, wszystko nowe, czego się dowiedziałem, a także wszystko, czego nie zapamiętałem, to jednak bardzo pomocny, przyjemnie napisany kawał wiedzy, który polecam każdemu.

02:44

Wino. Praktyczny poradnik.

Wino. Praktyczny poradnik.
Jak już wspominałem, zdobywanie wiedzy o winie zacząłem od książek, więc i na starcie bloga znajdzie się sporo recenzji; dopiero w dalszej kolejności pojawią się notki o tym, co z tych książek wyniosłem. Tak więc, po przeczytaniu „Wino. Jak zostać znawcą”, kolejna książka, którą kupiłem i wchłonąłem to: „Wino. Praktyczny poradnik”. W sumie chronologicznie trzecia, bo drugą była „Wino dla bystrzaków”, ale że to e-book – zostawiłem ją na później. Dodam do recenzji następnym razem. Wszystkie trzy książki nabyłem bodaj w ciągu jednego tygodnia i wszystkie w empiku. Na „Wino. Praktyczny poradnik.” wyłożyłem 49,90 zł, czyli dosyć sporo – ale co tam...
        Autorami książki są Madeline Puckette i Justin Hammack – autorzy portalu „Wine Folly”. Rok wydania oryginału to 2015, a polskiego tłumaczenia 2016. Dwieście trzydzieści stron; miękka, kolorowa okładka z butelką i drzewkami zależności jest namiastką tego, co zastaniemy w środku, czyli książkowej wersji winefolly.com.
        No właśnie. Psioczyłem trochę na podręcznikową formę „Wino. Jak zostać znawcą.”, a okazało się, że druga książka jest jeszcze bardziej skondensowana i stanowi wręcz papierowy blog (taki obrazkowo-schematowo-tablelkowy poradnik o winie). Bynajmniej nie jest to zarzut – autorzy jasno i wyraźnie stawiają na „wymalowanie” czytelnikowi przed oczami podstawowej wiedzy i zebranie jej w ciekawy katalog pomocnych danych. W żadnym wypadku nie idą w stronę gawędziarstwa, tylko dają nam do ręki podręczne kompendium, które warto trzymać w kuchennej szufladzie lub w pokoju degustacyjnym, żeby w każdej chwili łatwo było do niego zajrzeć. Myślę, że ten zamysł się udał. Liczba rozdziałów została ograniczona do trzech: „podstawy”; „style win”; „regiony winiarskie świata” i o ile w pierwszym z nich możemy jeszcze trochę poczytać, to ostatnie dwa to już głównie obrazki. Czego można się przyczepić w formie? Może tego, że znalazłem trochę błędów redakcyjnych (czy też korekcyjnych). Literówki, zgubione wyrazy, fragment tekstu wychodzący poza margines druku. No było tego trochę, jak na tak krótką książkę, ale to moje literacko-recenzenckie zboczenie, że każdy błąd zwykle wyłapuję u innych (u siebie rzadziej :)).
        No ale teraz o treści, bo między wykresami i innymi optycznymi gadżetami jest sporo skondensowanej wiedzy. Dobrze się dla mnie złożyło, że nie trafiłem na tę książkę na początku, bo okazała się ona świetnym uzupełnieniem tego, co przeczytałem w pierwszej. Tutaj, obserwując schematy, koliste wykresy i symbole – od razu uruchamiały się w pamięci przegródki z zakodowanymi informacjami o stylach win, regionach i podregionach winiarskich, o doborze butelek do potraw, a także praktycznych poradach odnośnie technik degustacji czy innych związanych z winem czynności. I myślę, że o to chodziło autorom – bardziej, żeby wyrobić w „winnym” adepcie umiejętność klasyfikowania wiedzy w schematy i zbiory, niż próbowania okiełznać ją w całości. Wino to tak obszerny temat, że nie da się go wykuć „na blachę”. Na początku książki jest nawet taka oto fajna maksyma:

(...) Naukę o winie musisz zacząć od uzmysłowienia sobie, że świat wina jest znacznie większy, niż sobie wyobrażasz (...)”

        I myślę, że to jest najważniejsza informacja, jaką możemy z tej książki wynieść. Cała reszta to po prostu wieloletnia praktyka, która może okazać się łatwiejsza, gdy ma się pod ręką „Wino. Praktyczny poradnik”...

        Jestem bardzo zadowolony z książki. Nie napiszę, czy mi się podobała czy nie, bo ona nie jest do podobania się. Ba, ona nawet nie jest do klasycznego czytania – mi, osobie przyzwyczajonej do pochłaniania dużych ilości prozy, przeczytanie jej zajęło jeden wieczór. Najważniejsze, że trzymam ją teraz pod ręką, bo, mimo ogólnikowego przeglądu informacji, jest idealną pomocą przy degustacjach. Warto ją mieć w kolekcji.

12:54

Zestaw "Starter" od Marka Kondrata

Zestaw "Starter" od Marka Kondrata
Gdzieś w międzyczasie czytania pierwszych książek i przeglądania videoblogów, zdążyłem nakupić mnóstwo butelek wina, które „degustowaliśmy” z częstotliwością pięciu - sześciu na tydzień. Po tej szalonej, winnej eksplozji, postanowiłem zarejestrować się w internetowych sklepach winiarskich i dokonać bardziej tematycznych zakupów (a w zasadzie zdać się na polecane przez nich zestawy, żeby mieć o czym pisać).
        Pierwszymi stronami internetowymi, na których założyłem konta, były winezja.pl i marekkondrat.pl. Oba portale mają sklepy we Wrocławiu. Winezja nawet więcej niż jeden, z czego najbliższy zaledwie kilometr od mojego domu. Filia Marka Kondrata posiada jeden sklep, który znajduje się na ul. Słowiczej. Oba portale oferują szeroki asortyment win z dostawą do domu, a także wiele innych usług. Wybrałem na początek Marka Kondrata, bo tak się składa, że portal ten oferuje możliwość odebrania przesyłki osobiście w sklepie na ul. Słowiczej – a właśnie na odbiorze osobistym mi najbardziej zależało. Po prostu chciałem się tam przejechać, pogadać z obsługą i zobaczyć jak to wszystko funkcjonuje. Winezja takiej możliwości nie oferowała w zeszłym roku i z tego co wiem nadal nie oferuje.
        Na początek zamówiłem - a jakże - zestaw startowy sześciu win, nazwany przez twórców „Starterem”. Niezbyt to elegancka nazwa, no ale trafiona, bo w końcu – jak już pisałem wyżej – początek głębszego zainteresowania winami można było w moim przypadku porównać do olimpijskiego biegu na sto metrów (gdzie starter jest rekwizytem niezbędnym). Pamiętam, że zestaw zamówiłem w piątek i już w sobotę chciałem go odebrać: wyczytałem, że sklep jest otwarty od poniedziałku do soboty w godzinach 10.00 – 21.00. Nie udało się. Na mojego maila konsultant odpowiedział dopiero w poniedziałek - poinformował, że już następnego dnia przesyłka będzie gotowa do odbioru. Biorąc pod uwagę weekend, uwinęli się z tym całkiem zgrabnie – w ciągu trzech dni.
        Koszt zestawu to 192 zł. Używając kuponu rabatowego, który dostałem po zarejestrowaniu się na stronie, udało mi się zbić cenę do 167 zł, co dało średnią jednej butelki na poziomie 27,83zł. Nie najgorzej. Niestety taki rabat to tylko jednorazowa promocja – na kolejne trzeba zapracować zakupami.
        Odebrałem ładnie zapakowane pudełko z emblematami M.K, a w środku z winami w sześciu specjalnych przegródkach, oddzielonych od brzegów paczki strefą buforową. Krótko mówiąc, było to przygotowane do przewozu butelek i wyglądało profesjonalnie.
A oto wykaz win z zestawu „Starter”:

  1. Casal Monteiro Tinto Tejo (Portugalia, czerwone, wytrawne),
  2. Costieres de Pomerols Beauvignac Rose Moelleux (Francja, różowe, półsłodkie),
  3. Garofioli G Bianco Marche (Włochy, białe, wytrawne),
  4. Konrad Pino Noir Marlborough (Nowa Zelandia, czerwone, wytrawne),
  5. Marti Serda Veni Vidi Vinum Red Catalunya (Hiszpania, czerwone, wytrawne),
  6. Torre Oria Castillo Campo Arcis Cava Brut (Hiszpania, białe musujące, wytrawne).


        Wrażenia z degustacji za jakiś czas w dziale „Degustacje”.

08:27

Piwniczka

Piwniczka
Wina do codziennego użytku trzymamy w domu. Za to w piwnicy przygotowaliśmy miejsce do przechowywania najciekawszych butelek. Chciałbym, aby było to coś w rodzaju kolekcji win do starzenia, które, po osiągnięciu oczekiwanego wieku, będziemy otwierać i degustować. Spoczną tam też na pewien czas butelki do otwarcia podczas najbliższych uroczystości czy ciekawych okazji. Do tego celu przystosowałem część ściany, montując w niej regał, mogący na dzień dzisiejszy pomieścić dwadzieścia dwie butelki. Wiem – to niewiele, ale w miarę potrzeb rozbuduję piwniczkę o kolejne półki, a nawet całą ścianę. Temperatura utrzymuje się na poziomie 17 - 18 stopni Celsjusza mniej więcej przez cały rok – nie mam na razie możliwości regulowania. Zdaje sobie sprawę, że nie są to warunki jak we francuskim chateau, ale jest tam ciemno, w miarę wilgotno i spokojnie, więc myślę, że na jakiś czas to wystarczy. W przyszłości pomyślę nad ulepszeniami.
        Piwniczkowe sztuki będą się pewnie pojawiały rzadko, bo to większy wydatek (czasem prezent), tym bardziej wszelkie rady i propozycje kolejnych, sprawdzonych w starzeniu butelek mile widziane.

Aktualny stan piwniczki - 6 szt:



  1. La Spinetta: Il Gentile Di Casanova, rocznik 2010 - szt. 1 [potencjał ok. 30 lat];
  2. La Spinetta: Il Nero Di Casanova, rocznik 2012 - szt. 1 [potencjał ok. 10 lat?];
  3. Bodega El Coto: El Coto de Imaz Rioja, rocznik 2008 - szt. 1 [potencjał 12 – 15 lat];
  4. Antinori: Peppoli Chianti Classico, rocznik 2014 - szt. 1 (okazyjne);
  5. Royal Tokaji: Tokaji Aszu 5 putniowy, rocznik 2013 - szt.1 (do leżakowania [potencjał ?]);
  6. Corsini: Araldica Barbaresco, rocznik 2013 - szt. 1 (do leżakowania) [potencjał ?]);

03:53

O pisaniu winem

O pisaniu winem

Zanim pójdziemy dalej z wydarzeniami i degustacjami, zebrane materiały i pomysły muszę poukładać i pozamieniać na teksty, a także zastanowić się nad ostateczną formą i funkcjonowaniem bloga. W międzyczasie chciałbym napisać kilka słów o tym, skąd w ogóle wziął się na niego pomysł. Szczególnie, że w internecie założono dziesiątki (jak nie setki) blogów o tematyce winiarskiej i każdy znajdzie w nich to, czego szuka.
        No właśnie. Większość z takich blogów pisana jest przez ekspertów: sommelierów, dziennikarzy-degustatorów, profesjonalnych winiarskich blogerów o dużej wiedzy i wyrobionej pozycji w świecie wina. Są też i takie, pisane przez zwykłych, domorosłych koneserów chcących podzielić się ze znajomymi wrażeniami ze spędzania czasu przy zakupionej butelce. Na pewno bliżej będzie mi do tych drugich, przynajmniej jeszcze przez kilka lat, bo świetnie zdaję sobie sprawę, że wino to temat rozległy i każdemu z nas zabrakłoby życia, żeby dowiedzieć się o nim wszystkiego. Moim głównym zamysłem jest blogowanie z pozycji osoby opisującej wejście w ten świat, poznającej go od podstaw i spisującej stawiane kroki, z odpowiednią temu ekscytacją. Mówiąc kolokwialnie: jarającą się tym, że udało się odnaleźć kolejną ciekawą pasję, a przy okazji pretekst do czytania, degustowania i zdobywania nowej wiedzy. Poznawania nowych ludzi i opinii. Nie liczcie na chłodną głowę, nie czekajcie na szczegółowe, obiektywne relacje, nie róbcie sobie nadziei, że znaleźliście kompendium wiedzy.
        Narzeczona, choć zwykle z dystansem podchodzi do moich pomysłów i pasji, już dawno przekonała się, że wspólne szukanie i degustowanie wina przynosi niezłą frajdę. Z jej pomocą i zdolnościami kulinarnymi na pewno będzie mi dużo łatwiej i przyjemniej. Tak więc, będziemy czytać książki i je recenzować; będziemy rejestrować się na stronach sklepów i portalach winiarskich; będziemy kupować wina i degustować je, a niektóre egzemplarze umieszczać w specjalnie przygotowanych półkach na wino w piwnicy; będziemy zapisywać się na kursy i szkolenia; a może nawet organizować podróże, których tematem przewodnim będą wina.
        Blog nazwałem „Pisane Winem”, bo choć o winie wiem jeszcze niewiele, to pisanie jest moją pasją od dawna i ten nagłówek idealnie oddaje zamysł i charakter przedsięwzięcia. Myślę, że będę w pewnej mierze łączył wino z pisarstwem i one ze sobą się poprzeplatają. Czy pod wpływem winnych wzlotów powstaną jakieś poważniejsze teksty, a nie tylko blogowe notki? Nie wiem. Nie to jest moim celem nadrzędnym. Ale cieszyłbym się, gdyby tak było. Bo wierzcie mi – wyłaniają mi się już pierwsze obserwacyjne fenomeny. Np. wino i poezja są do siebie podobne: każde z nich ma twarzy bez liku; w każdym z nich odnajdziemy co innego; każde z nich można interpretować na setki, ba, tysiące sposobów; jakość każdego zależy od czasu, gdy powstaje i formy tworzącego je artysty; i co najważniejsze – każde z nich może człowieka pokrzepić, ale i wpędzić do grobu (tak, tak, moi drodzy – poezja potrafi zabijać z mocą nie mniejszą niż alkoholowe napoje). Ale jest to zdecydowanie temat na oddzielną notkę i inny czas, bo w końcu przyszedłem tu dziś po prostu powiedzieć „dzień dobry”.
        Mam na imię Andrzej i będę na Bloggerze podpisywał się nickiem daWINci. Zachęcam do wspólnej zabawy przy lampce wina.
        Miłośników westernów zachęcam do zaglądania na mojego drugiego bloga „westernowy.blogspot.com”, który jest w trakcie przenosin z innego portalu i niedługo też ruszy.
        Piszcze winem i czytajcie winem wraz ze mną.

        Do dzieła.

05:12

Wino, Jak zostać znawcą

Wino, Jak zostać znawcą
Zgodnie z zasadą, że wiedzy najlepiej szukać w książkach – pierwszych kroków na drodze do mądrości winiarskiej postanowiłem szukać właśnie tam. Zresztą, jak to z molami książkowymi bywa, gdy czymś się zainteresuję, najpierw czytam wszystko, co w danym temacie znajdę, a dopiero później myślę, co dalej. Nie inaczej było tym razem. Postanowiłem, że przeczytam wszystko, co jest dostępne po polsku, a wrażeniami systematycznie będę się z wami dzielił na blogu, w dziale recenzje. Bez wystawiania ocen, bez szczegółowej analizy treści, po prostu ogólne wrażenia z czytania i wpływ jaki dana książka wywarła na moją przygodę z winem.
                Udałem się więc do najbliższego Empiku i kupiłem pierwszą z brzegu książkę o winie, czyli: „Wino. Jak zostać znawcą”, autorstwa Richard Kitowski, Jocelyn Klemm. Wydanie trzecie, rok 2014. Miękka okładka. Cena 29,90zł. Od razu też zacząłem ją czytać.
                Gdybyśmy pokusili się o porównanie wina do religii (a podejrzewam, że dla wielu jest ono religią), myślę, że większość z nas, odwrotnie niż w przypadku przygody z kościołem, określiłaby się mianem osób praktykujących, ale niekoniecznie wierzących. Tak też było ze mną. Gdy sięgałem po pierwszą książkę, wino piłem od dawna, ale moja wiedza na jego temat była mniej niż podstawowa. Dlatego czytało mi się bardzo dobrze i szybko.
                Książka pod względem wizualnym jest ładna. Ma schludną, półsztywną okładkę, ponad dwieście dwadzieścia stron, a brązowa kolorystyka nadaje całości odpowiedni klimat. W formie przypomina podręcznik, jest podzielona na kilka głównych rozdziałów, z których każdy rozwija fragment wiedzy o winie na zasadzie haseł. Na marginesach znajdują się dodatkowe adnotacje dotyczące ciekawostek i tego, co warto zapamiętać. Ma to swoje plusy, bo dzięki rozdziałowo-hasłowej konstrukcji łatwo się przyswaja wiedzę; łatwo też do opisanych informacji wrócić w miarę potrzeby. Zdecydowanym minusem jest brak literackiego zacięcia w kolejnych rozdziałach (być może jest to wina właśnie formy tekstu) – jest to zdecydowanie pozycja mająca w prosty, przystępny sposób przekazać wiedzę i to w sumie robi. Trzeba dodać, że książka została przetłumaczona z języka angielskiego, co zawsze ma wpływ na styl i klimat tekstu. Co więcej, w miarę przyswajania kolejnych tytułów przekonałem się, że podręcznikowa budowa i informacyjny styl to w tej branży nic nadzwyczajnego, no ale nie wyprzedzajmy faktów…
                Jeśli chodzi o treść, myślę, że jest to dobra pozycja na początek. Autorzy dosyć rozsądnie, intuicyjnie rozwijają poziom tematycznego zaawansowania, poczynając od ogólnych haseł związanych z winiarstwem typu 'czym jest wino', 'jak jest zbudowana winorośl', 'jakie są główne szczepy winogron do produkcji wina', 'na czym polega proces winifikacji'; poprzez skróconą lekcję historii oraz mniej skróconą lekcję geografii (omówione tutaj regiony i podregiony oraz przypisane im propozycje win na pewno na początek każdemu wystarczą); aż po szereg praktycznych porad i wskazówek związanych z degustacją, kupnem, doborem win do potraw, planowaniem wycieczek winiarskich, a nawet budową i używaniem korkociągów. Ja osobiście przeczytałem książkę w bodaj trzy wieczory i od razu poczułem wielki niedosyt, i chęć sięgnięcia po kolejne. Czy to dobrze czy źle, to już pozostawiam do indywidualnej oceny. Moim zdaniem warto czytać jak najwięcej, a dla osoby początkującej żadna pozycja „na start” nie byłaby marnowaniem czasu.
               Podsumowując, zapał z jakim zabrałem się za czytanie książek o winie sprawił, że „Wino. Jak zostać znawcą” pozostawiło u mnie pozytywne wrażenia i w opisywanym temacie przetarło szlak dla kolejnych wydawnictw. Należy chyba uznać to za sukces książki, choć podejrzewam, że z każdą inną byłoby podobnie. Zresztą po tę „inną” udałem się od razu do sklepu, no ale o tym następnym razem…
Copyright © 2014 Pisane Winem , Blogger