08:15

Trio z RPA - degustacja zestawu win

Trio z RPA - degustacja zestawu win


Po tym zestawie nie do końca wiedziałem, czego się spodziewać. Z jednej strony był to mój pierwszy świadomy kontakt z RPA, które raczej uważam za kraj egzotyczny. Z drugiej strony cena zestawu 182zł (za trzy butelki) dawała do zrozumienia, że mamy do czynienia z czymś wysokiej jakości. Do tego jednoszczepowe wina to zawsze dobra okazja, żeby szukać charakterystycznych cech danych gron i porównywać je do koleżanek i kolegów z innych regionów świata. Długo się za nie zabierałem, to prawda, ale też chciałem, aby otwarcie każdej butelki miało własną mini okazję, nadającą sens. No i w końcu się udało.

Wino nr 1 – Lothian Chardonnay:
  • wino: białe wytrawne,
  • szczep: chardonnay
  • rocznik: 2015
  • kraj produkcji: RPA
  • region: Elgin WO
  • producent: Lothian Vineyards
  • alkohol: 14%

        Kolor wina to mieszanka złotego z żółtym, jasny i jednolity. W nosie sad pełen żółtych owoców i miodowych akcentów w połączeniu z marynowaną gruszką. W smaku delikatne, pełne, z lekką słodyczą i umiarkowaną kwasowością. Czuć obecność beczki, ale nie odbiera ona pierwszeństwa owocom wspartym lekką mineralnością. Tak się złożyło, że otworzyłem to chardonnay do makaronu z kurczakiem i groszkiem w sosie śmietanowym i przypasowało idealne. Jedno z najlepszych połączeń wina z jedzenia, jakie dotychczas wymyśliłem. Ten fakt jeszcze podniósł wartość Lothian Chardonnay i ocenę, która jest najwyższa, jaką kiedykolwiek dałem białemu winu! Brawo.

Ogólna ocena: 8,5/10


Wino nr 2 – Lothian Horny Owl Shiraz:
  • wino: czerwone wytrawne,
  • szczep: shiraz
  • rocznik: 2014
  • kraj produkcji: RPA
  • region: Elgin WO
  • producent: Lothian Vineyards
  • alkohol: 13,5%

        Ten shiraz o dziwo okazał się najsłabszym wg nas ogniwem zestawu. A zapowiadał się nieźle: gęsty ciemnoczerwony kolor; w nosie porzeczki i wiśnie wraz z korzenno-beczkowymi akcentami. W smaku okrągłe, cieliste i całkiem nieźle wyważone, i gdyby nie dziwny posmak jakby „apteki”, to powiedziałbym, że wino było bardzo dobre. Jednak zarówno ja jak i Sandra czuliśmy ten posmak i zepsuł od trochę wrażenie; choć mi osobiście nie aż tak bardzo. Może to była wada, a może po prostu taki to wino ma smak. Otworzyliśmy tę butelkę solo, wieczorem podczas filmu – więc brak dodatków mógł wyostrzyć zmysły. Kiedyś na pewno spróbuję go raz jeszcze, żeby się upewnić.

Ogólna ocena: 6,5/10


Wino nr 3 – Lothian Horny Owl Souvignon Blanc:
  • wino: białe wytrawne,
  • szczep: souvignon blanc
  • rocznik: 2016
  • kraj produkcji: RPA
  • region: Elgin WO
  • producent: Lothian Vineyards
  • alkohol: 12%

        Wino koloru bardzo jasno żółtego, niemal białego. W nosie kwaskowy sad, zielenina i cytrusy, bez słodszych akcentów. W smaku to, czego można spodziewać się po zapachu, czyli orzeźwiająca kwasowość. Lekkie niezobowiązujące souvignon zrobione bardzo solidnie i nadające się do sałatek i ryb albo do ugaszenia pragnienia w gorące popołudnia i wieczory.

Ogólna ocena: 7,5/10



        W tym zestawie było coś na każdą okazję. Pełne, maślane chardonnay – dobre do białych mięs, makaronów, majonezowych sałatek, jajek czy potraw w sosach śmietanowych. Shiraz, idealne do grilowanego czerwonego mięsa, steków lub picia solo przy filmie lub towarzyskiej rozmowie. No i souvignon blanc pasujące do lekkich potraw z ryby, sałatek z surowych warzyw czy owoców morza, ale też świetne do gaszenia pragnienia w gorące dni. Te trzy butelki nadają się też dobrze do celów degustacyjnych, bo są jednoszczepowe, a zarazem nacechowane tym, co w reprezentowanych przez nie szczepach jest najbardziej charakterystyczne. Dla mnie Elgin RPA na duży plus – będę z zaciekawieniem dalej odkrywał ten odległy, ciekawy region.

03:50

Wybrane z Langwedocji - zestaw win.

Wybrane z Langwedocji - zestaw win.


Wybrane z Langwedocji to zestaw, który od razu mnie zaciekawił. Rzadko zdarza nam się próbować win z tego regionu Francji, najczęściej mamy do czynienia z Bordeaux, Burgundią, Doliną Rodanu czy Alzacją. Do tego stosunkowo niska cena zestawu (97zł za 3 butelki) dodatkowo wpłynęła na zakup Wybranych z Langwedocji. A oto co na nas czekało po otwarciu paczki:

Wino nr 1 – Vieux Parc l'Alouette d'Hauterive:

  • wino: czerwone wytrawne,
  • szczep: cabarnet sauvignon, merlot,
  • rocznik: 2015
  • kraj produkcji: Francja,
  • region: Langwedocja, IGP D'Hauterive,
  • producent: Domaine du Vieux Parc,
  • alkohol: 13,5%

         Kolor czerwony, krwisty. W nosie truskawka wykryta przez Sandrę. Ja nie potrafiłem określić żadnego aromatu – dziwna sytuacja; może trochę porzeczki. W smaku odczucia z bordoskich blendów, czyli zbilansowany, lekko wodnisty początek i później atak tanin i wytrawności. Mocna końcówka. Do tego niewielka ilość aromatów – zrobiłem fotkę korka, bo miałem pewne wątpliwości co do tego wina, czy aby nie jest zepsute (były na korku dziwne czarne plamki, przebarwienia i pęknięcia).

         Drugiego dnia przekonałem się, że wino jest dobre, tylko potrzebowało trochę tlenu. Pojawiły się bardziej intensywne aromaty porzeczki, śliwki i truskawki. W smaku też można już było się delektować średnią, ale konsekwentną budową ze sporą koncentracją owocu i właściwą równowagą.

Ogólna ocena: 7/10


Wino nr 2 – Vieux Parc Amandiers d'Hauterive

  • wino: czerwone wytrawne,
  • szczep: carignan, cinsault, grenache, merlot, syrah
  • rocznik: 2015
  • kraj produkcji: Francja
  • region: Langwedocja, IGP D'Hauterive
  • producent: Domaine Du Vieux Parc
  • alkohol: 13%

         To wino okazało się nieco lepsze od poprzedniego, choć nie mam wiele do powiedzenia na jego temat. Kolor ciemnoczerwony, jednolity. W nosie trochę słodkich owoców (truskawka, malina) z dodatkiem zapachów wiejskich (obejście, spocony koń). Wino solidnie zbudowane, nieco okrągłe, pełen owocu i łagodnych tanin. Po prostu dobrze zbilansowane. Zdecydowanie jakość przewyższa w tym przypadku cenę.


Ogólna ocena: 7,5/10


Wino nr 3 – La Bastide Pinot Noir
  • wino: czerwone wytrawne,
  • szczep: pinot noir
  • rocznik: 2014
  • kraj produkcji: Francja
  • region: Langwedocja, Aude – Hauterive IGP,
  • producent: Chateau La Bastide
  • alkohol: 13,5%

         Dobry pinot noir. Kolor jasnoczerwony, prześwitujący. W nosie typowe dla pinota aromaty truskawki i poziomki, ale z dodatkowymi nutami cytrusowymi. W smaku lekki i przyjemny, do czasu, gdy uderza wytrawny finisz. Nie ma tu nadmiaru tanin, ale większa niż zwykle zawartość alkoholu wzmaga moc końcówki. Ja bardzo lubię pinoty, więc i tu byłem zadowolony.

Ogólna ocena: 7,5/10



         Zestaw zdecydowanie na plus. Mamy tu przede wszystkim przewagę jakości w stosunku do ceny, bo za jedną butelkę wychodzi ok. 33 zł, co jest ceną stosunkowo niską w porównaniu do standardowych cen win o solidnej jakości. Oczywiście nie są to wina wybitne, ale też niczego takiego się nie spodziewałem. Zdecydowanie wabikiem w tym wypadku była sama Langwedocja, jako nieco mniej popularny region Francji, i z flirtu z nią jestem zadowolony najbardziej. Wszystkie trzy wina prezentują porównywalny poziom, choć ja osobiście wybieram pinota, bo już od jakiegoś czasu jest to mój ulubiony czerwony szczep.

02:46

Wiosna z Austrii

Wiosna z Austrii


Weszło nam w krew zamawianie zestawów win. Z jednej strony zdajemy się na gust osób odpowiedzialnych za kompletowanie takich zestawów, biorąc nieco w ciemno ich propozycje. Z drugiej strony mamy możliwość wypróbowania butelek, które solo kosztowałyby nieco więcej (czasem dużo więcej) – a że dotychczas ta formuła raczej nas nie zawiodła, myślę że będziemy polować na kolejne zestawy od Marka Kondrata, a może i z innych miejsc.
         Wiosna z Austrii to z jednej strony zestaw egzotyczny, bo sama Austria potęgą winiarską na miarę Francji czy Włoch nie jest, ale z drugiej strony zestaw swojski, biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z krajem środkowoeuropejskim, zbliżonym geograficznie do Polski.

Wino nr 1 – Artisan Sankt Laurent Pure:


  • wino: czerwone wytrawne, owocowe,
  • szczep: sankt laurent
  • rocznik: 2014
  • kraj produkcji: Austria
  • region: Burgenland
  • producent: Artisan Wines
  • alkohol: 12,5%

         Zaczęliśmy od wina czerwonego i myślę, że ono ostatecznie należałoby uznać za najlepsze. Przywitało czerwono-rubinowym kolorem, lekko prześwitując. Pośród aromatów wyczuliśmy czarną porzeczkę otuloną skórzano-dymną kołderką z dodatkiem suszonych liści. W smaku pojawiło się troszkę mineralnej kwasowości, a także dostojna wytrawność, która sprawiła, że wino, mimo stosunkowo niewielkiej zawartości alkoholu, wydawało się mocne. Nie było to wino niezwykłe – ot, ciekawa czerwona mikstura, w której nie bardzo było do czego się przyczepić.

Ogólna ocena: 7,5/10


Wino nr 2 – Artisan Sauvignon Blanc Pure

  • wino: białe wytrawne, owocowe,
  • szczep: sauvignon blanc,
  • rocznik: 2016
  • kraj produkcji: Austria
  • region: Burgenland
  • producent: Artisan Wines
  • alkohol: 12%

         Przy otwarciu tego wina niestety towarzyszył mi lekki katar i moje zmysły trochę zawodziły, więc ogólna ocena może nie być odpowiednia. Zakręcane na zakrętkę, podobnie jak czerwony kolega wcześniej, po nalaniu do kieliszków okazało się lekko perliste, choć bąbelki szybko uleciały. W zapachu gruszka, limonka i inne zielone owoce, a także dużo, dużo kwiatów. Na podniebieniu moc kwasowości, dużo owoców i rześkość godna austriackich strumieni. Piliśmy je w towarzystwie różnych górskich serów i to połączenie się sprawdziło. Bez szału – po prostu niezłe białe wino.

Ogólna ocena: 7,5/10


Wino nr 3 – Artisan Zweigelt Rose Frizzante Pure

  • wino: różowe musujące, wytrawne (trocken),
  • szczep: zweigelt
  • rocznik: 2016,
  • kraj produkcji: Austria,
  • region: Burgenland,
  • producent: Artisan Wines
  • alkohol: 12%

         Sporo było tu bąbelków jak na frizzante, grubych i ciężkich. Kolor jasnoróżowy, przeźroczysty. W nosie dużo minerałów, czerwonych słodkich owoców (truskawka, malina) i soczysty środkowoeuropejski sad. W smaku bez żadnych fajerwerków. Struktura oparta na kwasowości z jakby odlepionymi od niej innymi doznaniami. Obok owoców, zostawiało dziwny posmak – jakby lizanego żelaza (choć to uwaga degustującej wraz ze mną Sandry :) ). Brakowało mi w tym winie musującym charakteru i indywidualności. W ramach ciekawostki dodam tylko, że jest to wino musujące zakręcane metalową zakrętką, co mi się zdarzyło po raz pierwszy (zwykle mamy do czynienia z korkowym grzybkiem – ew. plastikowym).

Ogólna ocena: 6/10


         Ten zestaw na pewno nie określiłbym mianem rewelacji czy odkrycia. Raczej ciekawostki. Po raz pierwszy miałem okazję pić czerwone i różowe wina z Austrii, bo dotychczas zdarzało mi się próbować tylko białe. Opisany wyżej sauvignon blanc, choć solidny i rześki, nie ma szans konkurować z dobrymi gruner veltlinerami czy rieslingami (choć oczywiście jeszcze mało wiem o Austrii, aby go skreślać). Różowy zweigelt to też bardziej ciekawostka niż wino, które miałbym ochotę komukolwiek polecić. Najbardziej pozytywnie zaskoczył mnie ten czerwony sankt laurent, a to dobrze, bo sprawił, że nie będę się bał sięgać po kolejne czerwone wina z Austrii, choćby w ramach testów. Tym niemniej proszę pamiętać, że ja nie jestem wielkim orędownikiem totalnej wytrawności (a tej było tu dużo) i jeśli winiarze nie zostawiają mi na dnie troszkę cukru resztkowego, to jestem smutny – a tym samym skory do wystawiania niższych ocen ;).


09:22

Kurs Wiedzy Podstawowej - Winicjatywa

Kurs Wiedzy Podstawowej - Winicjatywa
W pierwsze dwa dni kwietnia Winicjatywa zorganizowała we Wrocławiu kurs podstawowej wiedzy winiarskiej, na który się zapisałem i który okazał się bardzo fajny. Nie powiem, żebym wrócił z niego jako ekspert, ale zdegustowanie trzydziestu butelek wina zrobiło na mnie wrażenie i chyba trochę pchnęło wiedzę do przodu. Do tego w końcu udało się zweryfikować tysiące przeczytanych książkowych stron w obecności kogoś doświadczonego – skalibrować percepcję, zadać trochę pytań i obrać nowe winne azymuty.
         Kurs odbył się w restauracji Taszka na wrocławskim Rynku, a to stosunkowo nowa knajpa, otwarta bodaj przed siedmioma miesiącami. Wcześniej tam nie byłem. Taszka to w zasadzie połączenie restauracji z barem winnym. Właścicielami są Portugalczycy i serwują tam portugalskie wina i przysmaki, które zresztą w ramach warsztatów mieliśmy okazję próbować. Właściciel okazał się w porządku – w trakcie kursu przerwał nam na chwilę, spytał jak nam się podoba, opowiedział co nieco o knajpie, a nawet wręczył każdemu z nas kartę, na której mamy do wydania 50zł w „winomacie” (nie wiem czy jest takie słowo – ale generalnie chodzi o automat na wino, który mają na wyposażeniu, podobny w działaniu do ekspresu do kawy :D ).
          Zajęcia prowadził pan Sławomir Sochaj, redaktor Winicjatywy, autor bloga enoeno.pl. Bardzo mi się te wykłady podobały, bo w zasadzie oprócz krótkiego wstępu „na sucho”, od początku do końca dyskutowaliśmy z kieliszkami w rękach, a wszystko, o czym opowiadał prowadzący, było poparte empirycznie. Pierwszego dnia kluczem do testowania win był ich kolor i sposobu winifikacji; drugiego dnia degustowaliśmy zgodnie z podziałem na regiony winiarskie świata, by uchwycić między nimi różnicę.
          Na kursie pojawiło się siedem osób, co mnie zaskoczyło, bo spodziewałem się, że będzie nas więcej. Prowadzący, który sam pochodzi z Wrocławia, przyznał, że nasze piękne miasto dotychczas było raczej pomijane na winiarskiej mapie Polski i fajnie, że ludzie zaczynają się tym tematem interesować. Przyznał też, że planują kolejne warsztaty rozszerzające i uszczegóławiające wiedzę z kursu podstawowego – no ja w miarę możliwości postaram się w nich uczestniczyć, choć takie atrakcje nie należą do tanich.

stolik na puste butelki po pierwszym dniu :)
         Podsumowując – było bardzo fajnie i myślę, że udało mi się nieco dźwignąć w pewnych kwestiach, w których dotychczas wypadałem słabo lub ich po prostu do końca nie rozumiałem. Do tego wiem na co teraz zwrócić największą uwagę i w którą stronę iść w dalszych próbach. Polecam taki kurs każdemu, kto zaczyna się tematem interesować. Myślę, że to jest trochę jak z jazdą samochodem. Można się nauczyć jeździć samemu, ale po kursie jest to zdecydowanie łatwiejsze i bezpieczniejsze. Ok, może to nie było najlepsze porównanie, ale na razie inne mi nie przychodzi do głowy ;).

04:51

Włoski Tercet - degustacja.

Włoski Tercet - degustacja.
(zdjęcie pobrane ze strony marekkondrat.pl)

Od momentu, gdy trochę mocniej zaczęliśmy interesować się winami, minęło już pół roku. W tym czasie dotarło do nas, że Włochy to kraj bardzo różnorodny, posiadający wyrazisty styl i oferujący mnóstwo świetnych pozycji, gdzie każdy wybierze coś dla siebie. Ilość regionów, winiarni i smaków jest tam tak duża, że zawsze znajdzie się coś zaskakującego. Nawet dla znawcy – a tym bardziej dla laika. Dlatego chętnie zamówiliśmy „Włoski Tercet” - nowy zestaw trzech win ze sklepu Marka Kondrata.

Wino nr 1 – Vin Giocondo

  • wino: czerwone wytrawne, owocowe,
  • szczep: aglianico,
  • rocznik: bez rocznika
  • kraj produkcji: Włochy
  • region: Kampania
  • producent: Ocone
  • alkohol: 12,5%

         Na pierwszy ogień poszło lekkie wino z południa Włoch czyli Vin Giocondo. Ładny, jednolity ciemnowiśniowy kolor pociągnął za sobą aromat wiśniowego kompotu; po pewnym czasie bukiet stał się bardziej różnorodny – pojawiły się truskawka, borówka, a nawet agrest i liście pokrzywy. W smaku okazało się lekkie, praktycznie bez garbników. I znów dominowała wiśniowa gładka kwasowość, towarzysząca piciu od początku do końca. W finiszu wiśni wtórowała amerykańska borówka. W ogóle nie wyczuwałem alkoholu – i takie wina lubię.

Ogólna ocena: 8/10


Wino nr 2 – Cajo


  • wino czerwone wytrawne, owocowe,
  • szczep: cabarnet sauvignon, merlot, sagrantino,
  • rocznik: 2014,
  • kraj produkcji: Włochy
  • region: Umbria IGT
  • producent: Terre de Trinci
  • alkohol: 14%

         No i z tym winem mamy poważny problem. Nie chodzi o produkt, tylko o tę akurat butelkę, ale po kolei:
         Ciemnoczerwony jednolity kolor, raczej typowy, nie zapowiadał niczego niezwykłego. Ale w nosie pojawił się intensywny „mokry pies” (skórzano-tekturowy zapach), który zdominował mało wyraźne aromaty owoców, głównie wiśni. W smaku średnio zbudowane, ze zbilansowaną słodyczą i kwasowością. Jakby mało skoncentrowane (ale do tego przyzwyczaiły mnie kupaże bordoskie), za to o dużej ilości tanin, zostających na dziąsłach i języku. Finisz bardzo gorzki – nie wiem, czy nie za bardzo.
         Ta ubogość owocowych aromatów, rozmyty smak, gorzkość i zapach mokrego psa sprawiły, że zaczęliśmy zastanawiać się, czy nie trafił nam się wadliwy egzemplarz. Niestety nasza wiedza praktyczna jest jeszcze uboga – szczególnie jeśli chodzi o umiejętność wykrywania wad. Przelaliśmy wino do karafki, by dać mu pooddychać. Niestety dekantacja nic nie zmieniła. Wino dalej dziwnie pachniało i było za gorzkie. Krótko mówiąc, skoro po każdym łyku chwytaliśmy z talerza kabanosy i ser, żeby szybko zagryźć i zablokować smak napoju, to znaczy, że coś chyba jednak było nie tak.
         Nie wiem, czy faktycznie trafiliśmy na wadliwe wino. Dla mnie to nawet lepiej, bo ciężko dziś znaleźć złe butelki (dotychczas mi się to nie zdarzyło), więc jest to ciekawostka i nauka. Żeby się upewnić, będę musiał kupić kolejny egzemplarz.

Ogólna ocena: 5/10


Wino nr 3 - Solatro

  • wino: czerwone wytrawne, owocowe
  • szczep: sangiovese
  • rocznik: 2015,
  • kraj produkcji: Włochy,
  • region: Toskania DOCG Morellino di Scansano
  • producent: Castelli del Grevepesa
  • alkohol: 14%

         Bardzo lubię toskańskie sangiovese, Chianti Classico itp., więc Solatro zostawiłem na koniec. Kolor jednolity, wiśniowy. W nosie znów wiśnia, wsparta jagodami i malinami, trochę śliwki. Wino średnio zbudowane, z dużą dozą owocowości i balansem między delikatną słodyczą z początku, a umiarkowaną kwasowością. Na finiszu typowa dla sangiovese lekka goryczka. Mimo sporej zawartości alkoholu, w ogóle go nie było czuć.
         Połowę wina zostawiliśmy na drugi dzień, co zadziałało na jego korzyść. Smaki ładnie się przegryzły, zbilansowały i złagodniały, przy czym bukiet pozostał bogaty i kuszący. Z tego tytułu dodałem 0,5 punkta.
         W ramach ciekawostki dodam, że wino otworzyliśmy do pizzy, która okazała się okropna w smaku i to Solatro musiało ją ratować. Drugiego dnia postanowiliśmy naprawić błąd i zrobić lepszą pizzę. I faktycznie, kolejnego dnia zarówno pizza jak i wino nie zawiodły i stały się świetnymi towarzyszami.

Ogólna ocena: 7,5/10


         Włoski Tercet okazał się bardzo ciekawym zakupem. Obok dwóch fajnych butelek pojawiła się jedna z dużym znakiem zapytania – i tę zagadkę będę musiał w najbliższym czasie rozwiązać, bo mi nie daje spokoju. Przy cenie zestawu równej 134 zł, średnia za butelkę wynosi 44,67 zł i chyba nie jest to kwota wygórowana. Na pewno nie dla miłośników włoskiego wina, dla których powinna być to pozycja obowiązkowa. Jeśli chodzi o mnie, to chętnie wróciłbym do Vin Giocondo, bo to wino smakowało mi najbardziej.

09:55

Wytrawne Teksty

Wytrawne Teksty
Mój komentarz na temat polskiego wina Seyval Blanc z Winnicy Turnau znalazł się w gronie najlepszych opinii ostatniego miesiąca na portalu marekkondrat.pl. Z tej okazji w prezencie dostałem książkę pt. „Wytrawne teksty” autorstwa Luksa Piekuta. Żeby odebrać prezent, trzeba było jeszcze tylko złożyć kolejne zamówienie, więc kupiliśmy zestaw „Włoski Tercet”, który po kilku dniach odebrałem wraz z bonusową książką. A ponieważ czytam więcej niż piję – zanim napiszę coś o wrażeniach z degustacji tercetu, podzielę się wrażeniami z lektury.
          „Wytrawne teksty” to tomik poezji, a ściślej prozy poetyckiej inspirowanej winem, choć dosyć luźnej tematycznie i przekazowo. Autorem tomiku jest Łukasz Piekut – właściciel bloga lampkawina.com, na którym to właśnie w latach 2010 – 2012 owe teksy powstały. Miałem okazję przeczytać wydanie drugie, uzupełnione o dwa dodatkowe teksty z roku 2013. Samego bloga wcześniej nie czytywałem dopiero ostatnio wrzuciłem go sobie do lity czytelniczej, więc „Wytrawne teksty” to praktycznie mój pierwszy kontakt z tym autorem.
         Książka jest fajna w formie – szczególnie okładka mi się podoba: jest prosta, jednolita kolorystycznie, a tym samym elegancka; do tego z pomysłowym emblematem kiści winnej powstałej z okrągłych wycięć w okładce i prześwitujących w nich mini-emblematów kieliszków. Wewnątrz, po stopce redakcyjnej i kilku słowach od autora od razu zaczynają się utwory, bez rozdziałów ani innych zbędnych podziałów, ale z wyraźnie przemyślaną i dobrze dopasowaną kolejnością. Między utworami jest też kilka ilustracji.
          Co do samej treści to nie mam za wiele do powiedzenia. Są to bardzo krótkie utwory o tematyce obyczajowo-egzystencjalnej z powplataną tu i ówdzie, raz bardziej a raz mniej intensywną tematyką wina. Ten zbiór to taka podróż po twórczym uniwersum Luksa pełna interesujących spostrzeżeń i całkiem niezłych porównań. Wino jest tu bardziej towarzyszem podróży niż jej celem i to mi się chyba najbardziej podobało. Nie będę odnosił się do poszczególnych pozycji, napiszę tylko, że najlepszym pod kątem artystycznym wg mnie jest utwór pt. „Lada chwila”. Najsłabszym zaś „Cios”. Reszta mieści się gdzieś pomiędzy tymi biegunami i raczej emanuje pozytywną aurą twórczą. Jedyne co mnie trochę zastanawiało to brak konsekwencji interpunkcyjnej. W przypadku poezji nie ma to większego znaczenia, bo może być inna dla poszczególnych utwórów, ale już przy prozie czy prozie poetyckiej tak. A np. imiesłowowe równoważniki zdania w niektórych utworach były oddzielane przecinkami, a w innych nie.

         „Wytrawne teksty” to przede wszystkim miła niespodzianka, którą sprawiłem trochę sam sobie za pomocą dobrej opinii o winie. Z drugiej strony, jako osobie piszącej i miłośnikowi poezji, jak najbardziej taki prezent mi do gustu przypadł – zawsze korzystam z okazji, by sprawdzić, co tam koledzy po klawiaturze tworzą, piszą, wydają.
Zdjęcie pobrane ze strony autora książki: lampkawina.com

03:24

Wino. Najlepsze wina z polskich sklepów.

Wino. Najlepsze wina z polskich sklepów.
Ostatnio wpadła mi w ręce książka pod tytułem „Wino. Najlepsze wina z polskich sklepów.”, której autorem jest Zbigniew Pakuła. W Empiku można ją kupić za 29,90zł, co jest wydatkiem sporym jak na tak nieduże opracowanie. Z tym że wydatek zapewne zwróci się osobom, kierującym się przy kupnie wina opiniami znawców. Jest to też pierwsza pozycja, jaką czytałem, opisująca konkretne wina dostępne w popularnych sklepach i marketach.
         W formie książka przypomina większy kieszonkowy przewodnik – czyli jest nieco mniejsza niż standardowe lektury. Ma miękką, schludną okładkę w klimatycznych ciemnych kolorach z kuszącym obrazkiem kieliszka napełnianego czerwonym winem. Wewnątrz podzielona na dwie główne części: wstęp, gdzie w błyskawicznym skrócie opisano podstawy enologii, oraz część właściwą poświęconą opisowi kilkudziesięciu butelek wina. No i trudno się do czegokolwiek przyczepić, bo faktycznie książka spełnia swoje zadanie. Sam autor nadmienił na wstępie, że jest to pozycja kierowana do laików, „nie ośmielająca nadmiarem specjalistycznej wiedzy” - ten ostatni cytat jest jak najbardziej prawdziwy.
         Co do treści to trudno polemizować z wyborem autora, no bo przecież każdy ma swoje preferencje. Ja osobiście próbowałem dopiero ledwie kilku z opisanych tu pozycji, więc myślę że pewnego dnia wrócę do tej książki, sporządzę listę najbardziej interesujących mnie win i zrobię rundkę po wrocławskich marketach w celu sprawdzenia rad Pana Pakuły. Zwłaszcza że dodarcie do większości z opisywanych w książce sklepów to dla mnie, Wrocławiaka z samochodem, kwestia kwadransa. Co tu pisać więcej?

         Podsumowując tę krótką notkę powiem tak: jeśli ktoś lubi wino i chciałby je pijać, ale się na nim nie zna, a onieśmielają go tysiące butelek stojących na półkach sklepów i marketów, jak najbardziej powinien przeczytać „Wino. Najlepsze wina z polskich sklepów.” Autor nie tylko wymienił nazwy i podstawowe parametry proponowanych win, ale też przy każdym z nich napisał kilka słów wyjaśnienia, ciekawostek czy faktów historycznych. Myślę, że te skondensowane informacje będą dobrym azymutem dla szukających swojego kierunku w świecie win.

12:02

Degustacja zestawu "Europa na chłodno".

Degustacja zestawu "Europa na chłodno".
Zestaw „Europa na chłodno” ze sklepu Marka Kondrata zamówiliśmy 28.01.2017r. Kosztowało nas to 146 zł, ale to po zniżce w wysokości 25 zł za wykorzystanie kodu rabatowego. Całkiem spora sumka jak na trzy butelki białego wina (średnio 48,67 zł). Nie będę opisywał procedury zakupu i odbioru, bo robiłem to już przy okazji zestawu „Starter”. Przejdę od razu do opisu wrażeń degustacyjnych:

         Wino nr 1: Faust Riesling

  • wino: białe wytrawne, owocowe
  • szczep: riesling
  • rocznik: 2014
  • kraj produkcji: Niemcy
  • region: Rheingau
  • apelacja: QBA Rheingau
  • producent: Faust
  • alkohol: 11,5%

         Wino mocno schłodziliśmy, a następnie otworzyliśmy przy kolacji. Przy nalaniu uwolniło chmarę drobniutkich bąbelków, które przez chwilę okupowały powierzchnię wina i okolice ścianek kieliszków. Kolor jednolity – bardzo jasno żółty (albo jasno jabłkowy). W nosie cytrusy, minerały, gruszka i zielone jabłko. W smaku duża owocowa kwasowość, w tle niewielka słodycz, typowa dla rieslingów. Przyjemny finisz z wyczuwalnym aromatem agrestu, cytryny i limonki.
Wino piliśmy w akompaniamencie sałatki z awokado kurczaka i fety, którą Sandra robiła po raz pierwszy, ale trzeba przyznać, że wszyła jej wybornie. No a wino świetnie do sałatki przypasowało.

         Ogólna ocena: 7,5/10



         Wino nr 2: Weinrieder Gruner Veltliner Kugler Weinviertel


  • - wino: białe wytrawne, korzenne
  • szczep: gruner veltliner
  • rocznik: 2014
  • kraj produkcji: Austria
  • region: Dolna Austria, Weinviertel
  • producent: Weinrieder
  • alkohol: 12%

         Kilka dni później otworzyliśmy Veltlinera i to był mój pierwszy raz z tym szczepem i w ogóle z winem austriackim. Mocno schłodziliśmy. Kolor wina jasnożółty, słomkowy. W nosie cytrusy, żółte jabłko, gruszka i jakby tłuczeń granitowy – ale wszystko lekko stłumione. Na podniebieniu mineralna kwasowość i cytrusy. Dużo wytrawności i kwasowości, która, choć początkowo mną nieco zatrzęsła, to po kilku łykach, gdy się przyzwyczaiłem, okazała się bardzo charakterna. Nic nie jedliśmy do tego wina, więc sączyłem je długo i z przyjemnością.

         Ogólna ocena: 7/10


         Wino nr 3: Turnau Seyval Blanc


- wino: białe półsłodkie, lekkie
- szczep: seyval blanc
- rocznik: 2015
- kraj produkcji: Polska
- region: Województwo Zachodniopomorskie
- producent: Winnica Turnau
- alkohol: 11%

         To wino zostawiłem na sam koniec, bo zupełnie nie wiedziałem, czego się po nim spodziewać. W końcu to produkt polski. Znów mocno schłodziliśmy butelkę i otwarliśmy do sobotniego podwieczorka. Kolor bardzo, bardzo jasno-słomkowy (niemal biały). W nosie brzoskwinia, jabłko, morela, trochę cytrusów. W smaku dominująca słodycz, ale świetnie zbilansowana orzeźwiającą kwasowością. Na etykiecie zawarto informację, że jest to wino pół-wytrawne, ale zdecydowanie zawartość cukru resztkowego i smak wskazuje na słodki lub półsłodki produkt. Smak charakteryzowała mineralna perlistość – co myślę, że świetnie się sprawdzi na letnie, gorące popołudnia i wieczory. W ramach ciekawostki dodam, że pod koniec butelki do kieliszków dostał się dziwny biały osad (takie malutkie kryształki lub płatki śniegu) i z tego tytułu odejmuję mu pół punktu z oceny.
         Wino otwarliśmy po obiedzie złożonym z grliowanego kurczaka, ogórka konserwowego i bułki. Skroiliśmy melona i nalaliśmy wina – świetnie pasowało do tych owoców i myślę, że sprawdzi się z każdym owocowym deserem. Ogólnie to wino okazało się największym zaskoczeniem z zestawu Europa na chłodno, bo nigdy nie pomyślałbym, że Polacy potrafią robić tak ciekawe wina.

         Ogólna ocena: 7,5/10

03:08

Dobre wino na każdą okazję.

Dobre wino na każdą okazję.
Ostatnia książka jaką przeczytałem to „Dobre wino na każdą okazję” autorstwa Katherine Cole. Pozycję tę wyszperałem na początku lutego w empiku, a że akurat była objęta pięćdziesięcioprocentową promocją (cena spadła z 50,99zł do 25,50zł) od razu kupiłem. Okazała się to też książka o winie, którą czytałem najdłużej, bo ok. półtora tygodnia. Dlaczego aż tyle – myślę, że z kilku powodów, ale o tym później.
                Katherine Cole to dziennikarka z Oregonu w USA, która od wielu lat pisze o winie w magazynach tematycznych, a także publikuje własne książki (ma ich na koncie bodaj cztery). Muszę przyznać, że „Dobre wino…” zaskoczyło mnie zarówno w formie jak i w treści, mimo iż zakres wiedzy w zasadzie powiela się z kilkoma wcześniejszymi książkami opisanymi na tym blogu. Najbliższe porównanie to chyba „Wino. Praktyczny poradnik”, gdzie lwią część, tak jak i tu, też stanowił podział na style i omówienie każdego z nich wraz z podaniem przykładów i ciekawostek. Cole posiłkowała się teorią Hugh Johnsona (autora przedmowy do książki) i  poświęciła stylom niemal całą treść. Ostatnie kilka krótkich działów dotyczy podstaw enologii: produkcji, kupowania, przechowywania, degustacji, etc. Sama książka jest pokaźnych rozmiarów, zawiera sporo fotografii, a także tabelaryczne i schematyczne zestawienia pomocnych w przyswajaniu wiedzy faktów. Gdzieś między blokami tekstu pojawiają się zdjęcia autorki (najczęściej z kieliszkiem w dłoni), a że jest to kobieta urodziwa, nie miałem nic przeciwko nauce winnego savoire vivru na jej przykładzie. Tak czy inaczej, to nie wymyślna forma jest głównym atutem „Dobrego wina na każdą okazję”, a treść.
                Pani Katherine operuje fajnym językiem. Nie jest to zwyczajne przekazywanie informacji, ale raczej uwodzicielskie szeptanie do ucha, pełne metafor, wykwintnych słów, a czasem poetyckich porównań. Mimo wszystko zachowuje w tym umiar, sprawiając wrażenie osoby, która świetnie się bawi opowieściami o winie i ludziach wina, no i też osoby, która naprawdę sporo wie o tym, co mówi. O ile w poprzednich książkach treść mieliśmy zwykle podzieloną na tematyczne rozdziały, u Cole to wszystko (tzn regiony, przykłady, potrawy itd.) jest podane za jednym zamachem – podczas omawiania konkretnych stylów. Mając za sobą lekturę chyba z sześciu książek o winie, bardzo łatwo i przyjemnie się w tym odnajdywałem. Większość haseł była mi znana, więc mogłem skoncentrować się na przyjemności słuchania słów autorki. Jak byłoby gdybym tę pozycję kupił jako pierwszą? Nie wiem – pewnie dużo gorzej.


                I myślę, że to właśnie okazał się główny powód czytania książki tak długo. Podobnie jak w przypadku picia dobrego wina – tak i podczas słuchania Pani Cole – delektowałem się tekstem, przyswajając go małymi łykami. Chyba też fakt przerobienia informacji o winie już kilkakrotnie wcześniej zrobił swoje i nieco spowolnił mój głód chłonięcia wiedzy. Myślę, że podobnie jak w przypadku „Wino. Praktyczny poradnik.”, tak i tutaj mamy pozycję, którą warto mieć pod ręką: w kuchni albo na regale z książkami, bo to bardzo przydatny kawałek tekstu i zapewniam, że wielokrotnie będę do niego wracał.

08:08

Degustacja win Ca' del Sette

Degustacja win Ca' del Sette
We wtorek 07.02.2017r. wieczorem, w sklepie winiarskim Marka Kondrata przy ul. Słowiczej we Wrocławiu odbyła się degustacja win włoskiego producenta Ca' del Sette, z regionu Veneto. Degustację osobiście prowadził Matteo Pontalto – właściciel winnicy, choć z uwagi na brak znajomości języka angielskiego w kontakcie z gośćmi wyręczała go pani Ilaria Zenaro – zajmująca się marketingiem i eksportem.
         Udział w degustacji kosztował nas 45zł za osobę, a cena początkowo miała obejmować po kieliszku z czterech prezentowanych win oraz przekąski. Miłym zaskoczeniem okazało się, że gospodarze przywieźli ze sobą dodatkowe dwa rodzaje produkowanych przez nich trunków – tak więc w ciągu dwu i pół godzinnej imprezy udało się nam poznać aż sześć różnych win.
         W międzyczasie degustacji Matteo i Ilaria przeprowadzili prezentację, podczas której poznaliśmy dzieje rodziny właściciela, od pięciu generacji zajmującej się winogrodnictwem, a także powody decyzji o założeniu własnego zakładu produkcyjnego. Następnie zaprezentowano należące do niego winnice i winiarnie, i wyjaśniono technologię produkcji poszczególnych rodzajów wina. Dowiedzieliśmy się też co nieco o strategii marketingowej i planach na przyszłość firmy.


         Poniżej lista degustowanych win:
Wino nr 1 – 9,5 (to jego nazwa) – czyli lekkie białe wino wytrawne o zawartości alkoholu 9,5%. Przyjemne ze słodkimi akcentami.
Wino nr 2 – Bacca del Merlo – lekkie białe wytrawne wino o zawartości alkoholu 12%. Owocowe i kwiatowe aromaty współgrały z delikatną kwasowością. Bardzo pijalne białe wino, które po imprezie kupiliśmy.
Wino nr 3 – Stranero – lekkie czerwone wino o zawartości alkoholu 12%. Zdecydowanie mój styl wina – czyli bordoski blend (Cabarnet + Merlot), ale w delikatnym owocowym wydaniu, bez większych ilości tanin. To wino też kupiliśmy.
Wino nr 4 – Appassionante – pierwsze z dwóch najpoważniejszych win wieczoru. Ciężkie czerwone o zawartości alkoholu 13%. Kolejny, po Stranero kupaż Cabarneta i Merlota. Głęboka nasycona barwa, więcej akcentów dymu i suszonych owoców.
Wino nr 5 – Amante – czyli gwiazda wieczoru. Treściwe owocowe wino dla zakochanych o zawartości alkoholu 13,5%. Tu oprócz dwóch wyżej wymienionych szczepów jeszcze dodatkowo Corvina. Wino przedstawiono jako pozycję z potencjałem, aby zaspokoić gusta miłośników jego sławniejszego kuzyna czyli Amarone.
Wino nr 6 – Bacca Del Merlo dolce – czyli dużo słodszy odpowiednik wina nr 2, ale słodycz okazała się świetnie zbalansowana kwasowością – dostaliśmy do spróbowania po prostu przyjemne białe wino, dobre do sushi lub niezbyt słodkich deserów.



         W ramach ciekawostki dodam, że jedno z win, które otworzono podczas degustacji, okazało się korkowe, o czym osobiście poinformował Matteo. Informacja ta wprawiła w lekkie zakłopotanie degustujących, z których mało kto potrafił to wyczuć. Nie pamiętam dokłądnie, ale chyba była to jedna z butelek Appassionante. Ponieważ to moje pierwsze w życiu wino korkowe – także i ja początkowo nie wyłapałem korka w aromacie i smaku. Dopiero, gdy nalano nam wina z nowej butelki poczułem różnicę, choć nie tak dużą jak sobie zawsze wyobrażałem.

         Po degustacji Matteo i Ilaria pozowali z gośćmi do zdjęć i dawali autografy na butelkach, z czego skorzystaliśmy też my (w nagłówkowym zdjęciu podjarana autografem Sandra razem z Matteo ;) ). Ogólnie całe wydarzenie upłynęło w miłej, zabawnej atmosferze i zaliczamy je do udanych.

09:57

Degustacja zestawu "Starter"

Degustacja zestawu "Starter"

Obiecałem podzielić się wrażeniami z degustacji zestawu „Starter” od Marka Kondrata – tak więc dzielę się. Trochę to trwało, bo oduczyłem się już szukać okazji do otwierania butelek na siłę. Dwie czy trzy butelki tygodniowo to i tak sporo, a szkoda otwierać tylko po to by spróbować i wylać resztę. Ostatnia butelka z zestawu, a dokładnie wino musujące Cava, została otwarta kilka dni temu, czas na podsumowanie.


         Wino nr 1 – Casal Monteiro Tinto Tejo DOC:
  • wino: czerwone wytrawne, korzenne,
  • szczep: Syrah, Merlot, Touriga Nacional,
  • rocznik 2013,
  • kraj produkcji: Portugalia,
  • region: Tejo DOC,
  • producent: Quinta do Calas Monteiro

Wino o jednolitym kolorze wiśniowo-rubinowym. Kupaż międzynarodowych szczepów Syrah i Merlot razem z lokalnym szczepem Touriga Nacional. W nosie dużo wiśni i czarna porzeczka, do tego jagody. Wolno się otwiera; gdy już pooddycha, czuć też nieco dymu. Na podniebieniu kwaśne i wytrawne z dużą rolą tanin. Można powiedzieć, że uderza pięścią w nos. Gorzkawy finisz, w którym powraca aromat kompotu wiśniowego i liścia laurowego. Taniny długo zostają na języku i ustach.
Trochę źle do tego wina podeszliśmy, bo otwarliśmy je do zupy pomidorowej (w sumie jakiś czas po) – a ono zdecydowanie wymaga ciężkiego posiłku z czerwonego mięsa, z sosami lub podobnej przeciwwagi. Myślę, że warto je dekantować przynajmniej pół godziny przed nalaniem do kieliszków. Stosunkowo młode czerwone wino ze szczepów znanych z dużych zawartości tanin.

Ogólna ocena: 6/10



         Wino nr 2 – Konrad Pinot Noir Marlborough:
  • wino czerwone wytrawne, owocowe,
  • szczep: Pinot Noir,
  • rocznik: 2014,
  • kraj produkcji: Nowa Zelandia,
  • region: Marlborough,
  • producent: Konrad Winnery

Wino o kolorze przeźroczysto-czerwonym, niejednolitym. W nosie intensywny aromat czerwonej porzeczki, dżemu truskawkowego, suszonych śliwek i granatu. Na podniebieniu ciut słodyczy, trochę kwasowości, nieco goryczy – wszystko ładnie zbilansowane. Finisz troszkę gorzkawy z pozostającymi przez jakiś czas na dziąsłach i języku taninami. Pozytywnie nas to wino zaskoczyło, szczególnie że otworzyliśmy je bez posiłku. Okazało się bardzo ciekawe w smaku i sprawdziło się jako trunek bez specjalnej okazji.


Ogólna ocena: 7,5/10



         Wino nr 3 - Costieres de Pomerols Beauvignac Rose Molleux Thau:
  • wino: różowe półsłodkie, owocowe,
  • szczep: Grenache,
  • rocznik: 2015,
  • kraj produkcji: Francja,
  • region Langwedocja
  • apelacja: Cothes de Thau IGP,
  • producent: Les Cotieres de Pomerols,


Wino przeźroczysto-różowe albo jasno-łososiowe. W nosie poziomki, truskawki, limonki, morela, mango, wata cukrowa. Na podniebieniu słodycz, ale nieźle równoważona kwasowością. Wino lekkie, orzeźwiające i przyjemne, choć bez jakiegoś wielkiego charakteru i stylu. Degustowaliśmy bez jedzenia i myślę, że wino pasowało do takiej luźnej okazji.


Ogólna ocena: 6,5/10



         Wino nr 4 - Garofoli G Bianco Marche:
  • wino: białe wytrawne,
  • szczep: Verdicchio,
  • rocznik: 2015,
  • kraj produkcji: Włochy,
  • region: Marche IGT,
  • producent: Garofoli

Wino o kolorze jasno-słomkowym z nutą zieleni. W nosie zielone jabłko kwiaty, melon, ogórek. Na podniebieniu lekkie i orzeźwiające; początkowo uderzyło słodyczą, by przejść w kwasową wytrawność. Wytrawny, aromatyczny finisz, w którym wróciły zielone owoce i kwiaty. Otworzyliśmy je do omleta, a potem deser w postaci herbatników z kawiorem. Wino fajnie się komponowało, szczególnie z kawiorem, uwydatniając jego smak i aromat. To wg nas najlepsza pozycja zestawu „Starter”.


Ogólna ocena: 8,5/10




         Wino nr 5 - Veni Vidi Vinum:
  • wino: czerwone wytrawne, lekkie,
  • szczep: Tempranillo, Garnacha,
  • rocznik: bez rocznika,
  • kraj produkcji: Hiszpania,
  • region: Katalonia,
  • producent: Marti Serda

Wino o kolorze czereśniowym z wiśniowymi refleksami przy ściankach kieliszka. Kupaż lokalnej odmiany Grenache i hiszpańskiego Tempranillo. W nosie mocno owocowe – wiśnia, czereśnia, suszona śliwka, ale i marcepan. W ustach lekkie – czuć trochę tanin, ale niewiele. Kwasowość zrównoważona z goryczką. W finiszu powraca aromat wiśni (albo lepiej – kompotu wiśniowego). Otworzyliśmy butelkę do wieczerzy złożonej z bukietu serów, bagietek z masłem. Myślę, ze to była niezła kompozycja, choć bez szału.


Ogólna ocena: 7/10




         Wino nr 6 - Castillo Campo Arcis Cava:
  • wino: musujące białe wytrawne (brut),
  • szczep: Macabeo,
  • rocznik: bez rocznika,
  • kraj produkcji: Hiszpania,
  • region: Murcja i Walencja,
  • apelacja: DO Cava,
  • producent: Torre Oria.

Wino musujące o kolorze jasno-słomkowym. Schłodziliśmy je mocno, ale nie wiem, czy przypadkiem nie za słabo. To wino jest wytwarzane tradycyjną metodą fermentacji w butelkach, w ramach ciekawostki powiem, że w jednym kieliszku ulatywały bąbelki, w innym już nie (dopiero przy przelaniu do kolejnego – znów dostrzegliśmy bąbelki). W nosie morela, gruszka, żółte jabłko, mirabelka, owoce tropikalne. Na podniebieniu dominacja orzeźwiającej kwasowości; do tego szczypta słodyczy i trochę więcej goryczki. Szczególnie finisz był lekko gorzkawy, no ale to w końcu brut. Butelkę otworzyliśmy do serowego talerza i wino dało radę.

Ogólna ocena: 7/10


         Podsumowując – nie żałuję zakupu. Przy średniej cenie ok. 24 zł za butelkę mieliśmy zestaw sześciu win, z których przynajmniej trzy okazały się bardzo dobre, a pozostałe nie zawiodły (może poza winem nr 1, ale to tylko z uwagi na nasze preferencje smakowe – do jakości nie mam uwag). Widać, że twórcy zestawu tak dobrali pozycje, żeby degustujący mógł odbyć małą podróż po wielu interesujących winiarskich krainach, zarówno starego jak i nowego świata, poznając przy okazji wiele różnych szczepów.

00:26

Wino. Leksykon

Wino. Leksykon

„Wino. Leksykon.”, to kolejna po „Winie dla Bystrzaków” elektroniczna książka o winie, którą miałem okazję przeczytać. E-book kupiłem w Empiku za 29,49zł, choć ten okazał się mniej przyjazny niż poprzedni, bo w cenie dostałem tylko plik pdf, którego już tak fajnie się nie czyta jak epub czy mobi.
        Autorką książki jest Marta Szydłowska, znana z kulinarnych publikacji nie tylko dotyczących wina. Wśród tematów napisanych przez nią książek zauważyłem szeroki przekrój potraw, od ciast i naleśników, poprzez wędliny i pasztety, aż po nalewki i zdrową żywność. Nie ukrywam, że automatycznie nastroiło mnie to bardziej na granie formą i lanie wody niż na nowe odkrycie w winiarskiej literaturze, ale skoro jest książka, jest po polsku i jest o winie – to czytam, tak jak postanowiłem.
        No właśnie, w formie było bardzo ładnie, klimatycznie i kobieco. „Wino. Leksykon.” to bardziej album z pięknymi zdjęciami, zabierający nas w podróż po winiarskim świecie, niż ambitny zbiór wiedzy i porad. Tekst, spięty w zaledwie kilka głównych części, to niejako dodatek do urokliwych fotografii i, patrząc objętościowo, zajął może jedną czwartą całości. Tym niemniej wśród dwustu czterdziestu stron znalazło się trochę nieźle napisanej treści – w sam raz na jeden zimowy wieczór.
        Zainteresowała mnie krótka lekcja historii w pierwszym rozdziale książki – pani Marta opisała dzieje naszego ulubionego trunku od najwcześniejszych wieków starożytnych, co we mnie, miłośniku historii, rozpaliło chęć poczytania o tym więcej. Dodatkowo, przy opisywaniu poszczególnych krajów pojawiały się ciekawostki z przeszłości. Gdyby ktoś mógł polecić książki dotyczące tylko i wyłącznie historii wina, to czekam niecierpliwie na tytuły. Dalsza, środkowa część, to już opis najważniejszych regionów winiarskich świata wraz ze sztandarowymi produktami. I to część najobszerniejsza, a zawarte tam informacje to klucz do tego, czym autorka chciała zainteresować czytelników. Pozostałe fragmenty książki to klasyczny zestaw porad odnośnie degustacji, doboru wina do potraw itp. Wszystko oczywiście otulone kołdrą dużych kolorowych fotografii, nadających wycieczce po „winnych” tematach wiarygodności i odpowiedniego klimatu. Przyznam, że tego trochę brakowało mi we wcześniejszych książkach, choć oczywiście zdjęcia to sprawa trzeciorzędna.

        Czas na podsumowanie, bo reszta niczym nie różniła się od informacji zawartych u innych autorów – tylko przedstawiono ją w mocnym skrócie. Dużym plusem okazały się piękne, klimatyczne obrazy, które przeniosły mnie wprost do krain, gdzie rosną najsłynniejsze winogrona, i świetnie zwizualizowały ten ogromny, fascynujący świat. Miłym zaskoczeniem były też – co prawda niewielkie – wzmianki o rzadko opisywanych w innych książkach krajach takich jak Czechy, Chorwacja, Rumunia, Słowenia, Cypr, Armenia, Turcja, Azerbejdżan, Algieria czy Maroko. Minusem był stosunek treści do ilości fotek. Ale ponieważ taki właśnie zamysł towarzyszył producentom Leksykonu – nie będę się czepiał. Żałuję tylko, że nie mam tej książki w wersji papierowej, bo to naprawdę świetna pozycja na prezent albo do postawienia w regale. Choć do poczytania na początek raczej bym jej nie polecał.

14:08

Wino dla Bystrzaków

Wino dla Bystrzaków
W którymś z odcinków videobloga 4senses.tv Jerzy Kruk wspominał o dobrych książkach na początek przygody z winem. Jedną z nich była: „Wino dla bystrzaków”, której nie udało mi się znaleźć w formie papierowej, ale za to w Empiku kupiłem e-booka za 34,49zł. W tym samym odcinku Jerzy polecał jeszcze dwie inne pozycje: „Wino – kurs wiedzy” oraz „Wino i jedzenie”, ale obu do dziś nie udało mi się nabyć (nie są dostępne na stronie Empiku, gdzie przekierowują linki z artykułu 4senses). Pewnie znalazłyby się jakieś pirackie kopie w necie, ale że sam piszę – szanuję pracę innych piszących osób i kupuję książki oryginalne lub pożyczam, do czego też wszystkich namawiam. Gdy znajdę powyższe tytuły, to przeczytam i wrzucę recenzje.
        Autorami „Wina dla bystrzaków” (ang. „Wine for Dummies” [czy dobrze mi się wydaje, że ta seria kiedyś miała tłumaczenie „dla Opornych”?]) są Ed McCarthy i Mary Ewing-Mulligan – amerykańskie małżeństwo, które na koncie ma wiele „winnych” publikacji z serii „for Dummies” (np. „French Wines for Dummies”, „Italian Wines for Dummies” itp.). Od dekad są w świecie wina autorytetami, coach’ami winiarskimi i publicystami. Trzeba przyznać, że ich wiedza i doświadczenie robią wrażenie – co da się wyczytać z e-booka. No właśnie, ja rzadko kupuję e-booki – zwykle zdarza mi się to, gdy nie mogę znaleźć papierowej wersji, a bardzo chcę mieć dany tytuł w kolekcji. Dlatego nie będę się wypowiadał odnośnie samej „e-bookowości” książki, a skoncentruję się na formie i treści zawartych w środku rozdziałów.
        „Wino dla bystrzaków” ma charakterystyczną żółtą okładkę, która od razu nasuwa skojarzenie z innymi pozycjami tej serii. Przyznam się, że nigdy nie darzyłem ich szczególną sympatią i zaufaniem – nie wiem czemu, bo też nic z tej serii wcześniej nie przeczytałem. W formie wewnętrznej WDB przypomina pierwszą opisywaną przeze mnie książkę, czyli „Wino, jak zostać znawcą”. Jest zbudowana jak szkolny podręcznik, gdzie kolejne części i rozdziały na zasadzie haseł odkrywają wiedzę z zakresu wina. Co jakiś czas pojawiają się ikonki takie jak „sprawy techniczne”, wskazówka”, „zapamiętaj”, czy „strzeż się snoba” – gdzie autorzy dodatkowo zwracają uwagę na godne zapamiętania rzeczy. Książka ma czterysta osiemnaście stron w wersji pdf (ponad pięćset dwadzieścia , gdy wyświetlam e-booka na tablecie), jest podzielona na dwadzieścia jeden rozdziałów, które z kolei są spięte w osiem dużych części. Krótko mówiąc: uczta dla czytelnika – tu, wierzcie mi, jest co poczytać. Mi ukończenie książki zajęło tydzień – to świadczy o naprawdę fajnym kawałku treści.
        A treść jest imponująca i myślę, że to właśnie tę książkę najbardziej poleciłbym osobom początkującym. Luźny, nieco zabawny styl pisania sprawił, że czytając, czułem się komfortowo. Autorzy świetnie wyczuwają, że wino może cieszyć nie tylko koneserów, ale i zwykłych zjadaczy chleba – na każdym kroku zdają się trzymać stronę tych drugich, piętnując snobizm niektórych ludzi. Bardzo zgrabnie i przystępnie prezentują każdy najdrobniejszy nawet szczegół związany z winiarskim bakcylem. Jedyne, co może przytłoczyć, to środkowe rozdziały opisujące regiony winiarskie świata wraz z polecanymi producentami. Jest tego taki ogrom, że w pewnym momencie po prostu omijałem listy i nazwy kolejnych właścicieli ziemskich, winiarni i koncernów, bo i tak na tym etapie nauki niewiele by mi to dało. Rzuca się w oczy też to, że pierwsze wydanie książki ujrzało światło dzienne dosyć dawno i pewne informacje nie są już aktualne (np. polecane roczniki win, zwłaszcza że dla wielu z nich dobry termin spożycia to kilka lat). Tym nie mniej, jest w książce zawarta wiedza, do której wielokrotnie można powracać w miarę rozwoju, a biorąc pod uwagę ilość polecanych winiarni i trunków, możemy być pewni, że autorzy wiedzą co piszą. Omówione jest też wszystko, co trzeba wiedzieć o szczepach winogron i szerokościach geograficznych, gdzie występują; otwieraniu, degustacjach i doborze butelek do jedzenia; kupowaniu wina w sklepach czy na aukcjach, przechowywaniu go w piwniczkach i zamawianiu w restauracjach; a także wiele wiele więcej...

        Książka jest obszerna, a sporo informacji powieliło się z tym, co przeczytałem wcześniej. Mnóstwo danych wlatywało do głowy tylko na chwilkę, by zaraz ulecieć w niepamięć (miejmy nadzieję, że po to, by przeczekać we właściwych szufladach do czasu, gdy będę ich potrzebował). Wszystko, co przeczytałem powtórnie, wszystko nowe, czego się dowiedziałem, a także wszystko, czego nie zapamiętałem, to jednak bardzo pomocny, przyjemnie napisany kawał wiedzy, który polecam każdemu.

02:44

Wino. Praktyczny poradnik.

Wino. Praktyczny poradnik.
Jak już wspominałem, zdobywanie wiedzy o winie zacząłem od książek, więc i na starcie bloga znajdzie się sporo recenzji; dopiero w dalszej kolejności pojawią się notki o tym, co z tych książek wyniosłem. Tak więc, po przeczytaniu „Wino. Jak zostać znawcą”, kolejna książka, którą kupiłem i wchłonąłem to: „Wino. Praktyczny poradnik”. W sumie chronologicznie trzecia, bo drugą była „Wino dla bystrzaków”, ale że to e-book – zostawiłem ją na później. Dodam do recenzji następnym razem. Wszystkie trzy książki nabyłem bodaj w ciągu jednego tygodnia i wszystkie w empiku. Na „Wino. Praktyczny poradnik.” wyłożyłem 49,90 zł, czyli dosyć sporo – ale co tam...
        Autorami książki są Madeline Puckette i Justin Hammack – autorzy portalu „Wine Folly”. Rok wydania oryginału to 2015, a polskiego tłumaczenia 2016. Dwieście trzydzieści stron; miękka, kolorowa okładka z butelką i drzewkami zależności jest namiastką tego, co zastaniemy w środku, czyli książkowej wersji winefolly.com.
        No właśnie. Psioczyłem trochę na podręcznikową formę „Wino. Jak zostać znawcą.”, a okazało się, że druga książka jest jeszcze bardziej skondensowana i stanowi wręcz papierowy blog (taki obrazkowo-schematowo-tablelkowy poradnik o winie). Bynajmniej nie jest to zarzut – autorzy jasno i wyraźnie stawiają na „wymalowanie” czytelnikowi przed oczami podstawowej wiedzy i zebranie jej w ciekawy katalog pomocnych danych. W żadnym wypadku nie idą w stronę gawędziarstwa, tylko dają nam do ręki podręczne kompendium, które warto trzymać w kuchennej szufladzie lub w pokoju degustacyjnym, żeby w każdej chwili łatwo było do niego zajrzeć. Myślę, że ten zamysł się udał. Liczba rozdziałów została ograniczona do trzech: „podstawy”; „style win”; „regiony winiarskie świata” i o ile w pierwszym z nich możemy jeszcze trochę poczytać, to ostatnie dwa to już głównie obrazki. Czego można się przyczepić w formie? Może tego, że znalazłem trochę błędów redakcyjnych (czy też korekcyjnych). Literówki, zgubione wyrazy, fragment tekstu wychodzący poza margines druku. No było tego trochę, jak na tak krótką książkę, ale to moje literacko-recenzenckie zboczenie, że każdy błąd zwykle wyłapuję u innych (u siebie rzadziej :)).
        No ale teraz o treści, bo między wykresami i innymi optycznymi gadżetami jest sporo skondensowanej wiedzy. Dobrze się dla mnie złożyło, że nie trafiłem na tę książkę na początku, bo okazała się ona świetnym uzupełnieniem tego, co przeczytałem w pierwszej. Tutaj, obserwując schematy, koliste wykresy i symbole – od razu uruchamiały się w pamięci przegródki z zakodowanymi informacjami o stylach win, regionach i podregionach winiarskich, o doborze butelek do potraw, a także praktycznych poradach odnośnie technik degustacji czy innych związanych z winem czynności. I myślę, że o to chodziło autorom – bardziej, żeby wyrobić w „winnym” adepcie umiejętność klasyfikowania wiedzy w schematy i zbiory, niż próbowania okiełznać ją w całości. Wino to tak obszerny temat, że nie da się go wykuć „na blachę”. Na początku książki jest nawet taka oto fajna maksyma:

(...) Naukę o winie musisz zacząć od uzmysłowienia sobie, że świat wina jest znacznie większy, niż sobie wyobrażasz (...)”

        I myślę, że to jest najważniejsza informacja, jaką możemy z tej książki wynieść. Cała reszta to po prostu wieloletnia praktyka, która może okazać się łatwiejsza, gdy ma się pod ręką „Wino. Praktyczny poradnik”...

        Jestem bardzo zadowolony z książki. Nie napiszę, czy mi się podobała czy nie, bo ona nie jest do podobania się. Ba, ona nawet nie jest do klasycznego czytania – mi, osobie przyzwyczajonej do pochłaniania dużych ilości prozy, przeczytanie jej zajęło jeden wieczór. Najważniejsze, że trzymam ją teraz pod ręką, bo, mimo ogólnikowego przeglądu informacji, jest idealną pomocą przy degustacjach. Warto ją mieć w kolekcji.
Copyright © 2014 Pisane Winem , Blogger